przyjaciele galerii pomost

  • https://www.facebook.com/dwawilki
  • http://wip-studio.pl/
  • http://www.paweladamiec.pl/
  • http://kornet.art.pl/
  • www.piotrperczynski.art.pl

Szukaj na tym blogu

środa, 23 listopada 2016

SPUSTOSZENIE

fotografie    Aneta Janczak




SPUSTOSZENIE


Cykl fotografii „Spustoszenie” ukazuje to, co pozostaje z człowieka dotkniętego traumą wojny. Gdzie architektura wspomnień zostaje naruszona,
a człowiek na zawsze zespala się z fetyszem pamięci, odpowiedzialnym za powrót niechcianych wspomnień, będącym też w niektórych przypadkach symbolem nieodwracalnej straty.

Wojna okalecza istotę ludzką, deformuje ją, ponieważ przekroczona zostaje granica odporności psychicznej, granica, za którą człowiek przestaje być sobą. Doświadcza spustoszenia w każdym wymiarze swojego życia.
W konsekwencji dochodzi do izolacji od społeczeństwa, zamknięcia w poczuciu osamotnienia i żałoby. Odizolowania za niedostrzegalnym przez otoczenie murem.
Mechanizm PTSD określany przez Roberta J.Liftona jako psychiczna fragmentacja jest poczuciem osobistego rozpadu.

                                                                  
Aneta Janczak



Aneta Janczak jest absolwentką Lubelskiej Szkoły Sztuki i Projektowania na kierunku Fotografia.
Do 2010 roku zajmowała się rysunkiem i rzeźbą, obecnie obok fotografii zajmuje się również animacją. Głównie koncentruje się na połączeniu rzeźby i fotografii. Dominującym tematem jej prac jest człowiek, który ulega transformacji pod wpływem doświadczania sytuacji granicznych. 



wystawy indywidualne:
- 12.05.2014 „Uobecnione Cienie”.ACK UMCS Chatka Żaka -KIOSKArt.
- 17.10.2014 „Uobecnione Cienie”-Galeria Pomost DDK SM „Czechów”.
- 21.11.2015 „ Spustoszenie" Centrum Kultury w Lublinie- AOF.
- 15.09.2016 „Spustoszenie” Cafe Thea – Instytut im. J.Grotowskiego, Wrocław

wystawa zbiorowa:
- 24.06.2016 „Tacy sami?” w ramach akcji „Stereotypy o Polsce” - Brain Damage Gallery Lublin.s


prace:










środa, 19 października 2016

cykl: REKOMENDACJA
R.K. i R.K. Roman Kravczenko i Ryszard KarczmarskiRoman – Ukrainiec z Krymu i Ryszard – Polak z Wybrzeża.
Roman, którego ukochaną ziemię ojczystą Bakczysaraj opisywał w swoich Sonetach Krymskich nasz narodowy wieszcz Adam Mickiewicz oraz Ryszard urodzony w Gdyni – kochający morze i żagle.
Ich losy splotły się na Lubelszczyźnie, gdzie obydwaj odnaleźli swoje miejsce na ziemi. W przypadku Romana, nie z wyboru, lecz w wyniku trudnych zawirowań życiowych. Wiele wskazuje, że obydwaj są tu szczęśliwi. Ich wspólny projekt fotograficzny, którego owoce możemy dzisiaj podziwiać jest świadectwem rzadko spotykanej wrażliwości na piękno krajobrazu. Odmienne, a jednocześnie doskonale uzupełniające się sposoby rejestracji pejzażu Krymu są niewątpliwie bardzo ciekawą formą dialogu dwóch artystów fotografików. Obydwaj posługują się na co dzień nieco odmiennymi, archaicznymi technikami fotograficznymi. Roman często sięga po mokrą płytę kolodionową – Ryszard po kamerę otworkową.
Jednak to nie przeszkadza im we wspólnej, bardzo jednolitej wypowiedzi przez fotografię. Wręcz przeciwnie. Ich pozornie odmienna interpretacja pejzażu, we wspólnej wypowiedzi stanowi spójny przekaz.
Nie czuję się krytykiem sztuki fotograficznej, z którego opiniami należy się liczyć. Tak samo jak Roman i Ryszard – jestem fotografikiem. Kryteria moich opinii są określane indywidualną wrażliwością. Tak więc niech fotografie „bronią się same”. Bez zbędnych interpretacji i sugestii. Uda im się to z łatwością.
Chcę podzielić się jedynie moją refleksją. Dotyczy ona przyjacielskiej relacji autorów, niż stricte materii fotografii.
Proszę nie posądzać mnie o egzaltację, jednak pozwolę sobie stwierdzić, że dzisiejszy świat potrzebuje spójnej wizji. Szczególnie teraz, kiedy to Ukraina przeżywa ciężkie chwile.
Historie naszych narodów powinny skłaniać nas do łączenia się i wspierania
w trudnych chwilach. Tym bardziej cieszy, że Fotografia staje się jedną z płaszczyzn tworzenia przyjacielskich, czy wręcz braterskich więzi.
To niewątpliwie olbrzymia wartość dodana tego projektu.

                                                                                      Mariusz Paweł Mazur, ZPAF, AFRP, AFIAP


Roman Krawczenko 
r. w 1957 r., fotografik, historyk, dziennikarz
    
Specjalizacja: portret, historyczne procesy fotograficzne (ambrotype, orotone process, collodion print), Wojna Krymska 1854-1856, Kryzys Krymski 1994-2014-2015.......aneksję Krymu.........
Pierwszy na Ukrainie fotograf-ambrotypista, odtworzył metodę „mokrej płyty kolodionowej” “Wet Plate Collodion processes” wynaleziony i opublikowany przez angielskiego uczonego Frederika Skotta Archera (1813-1857) w 1851 roku.
Odtworzył sposób fotografowania i archiwizacji obrazu za pomocą kolodionowej warstwy na szkle nosi nazwę ambrotypii “ambrotypes” (od greckiego słowa ambrotos – nieśmiertelny), została wynaleziona w 1854 roku przez Jamesa Ambrosa Cuttinga.
W październiku 2009 wydany został album 51 fotografów z 13 krajów i 3 kontynentów stosujących metodę mokrej płyty kolodionowej ( The Wet Plate Collodion Day Book 2009), m.in. prace Romana Krawczenki.
 Ryszard Karczmarski


Urodzony w 1957 roku w Gdyni, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Mistrz fotografii. Członek Fotoklubu Ziemi Chełmskiej oraz Związku Polskich Artystów Fotografików – prezes Okręgu Lubelskiego ZPAF. Żeglarz i podróżnik. Autor wielu wystaw, pokazów i warsztatów fotograficznych w kraju i za granicą, m.in.: w Armenii, Szwecji, Holandii, na Litwie, Białorusi oraz Ukrainie. Od 2000 roku realizuje projekty z użyciem camery obscury. Autor albumu fotografii wykonanych w technice otworkowej Dotyk światła(2005). Prowadzi Galerię Atelier w Chełmie.




„Krym niedokończona podróż”

W listopadzie 1824 roku Adam Mickiewicz przyjeżdża do Petersburga. Od tego momentu rozpoczyna się trwające do końca życia wygnanie poety. Na przełomie 1824  i 1825 roku wyrusza saniami do Odessy. Tam rodzi się jego płomienny romans z Karoliną Sobańską, kochanką generała Jana Witta. W gronie poznanych niedawno osób poeta uczestniczy w podróży na Krym.      W wyprawie biorą udział: Karolina Sobańska, generał Witt, Henryk Rzewuski i entomolog Boszniak. Mickiewicz podróżuje stepem, żegluje okrętem, wspina się po górach. Opisywane krajobrazy ukazuje w różnych porach dnia. Krajobrazy są niezwykle dynamiczne. Podróży towarzyszą silne emocje. Piękno egzotycznej krainy, które widzi,  podziwia i opisuje ani na chwilę nie tłumi dojmującej tęsknoty za Litwą. Owocem tej wyprawy są „Sonety krymskie”

            Wystawa, która macie Państwo okazję obejrzeć jest wspólnym dziełem Polaka -  Ryszarda Karczmarskiego i Ukraińca  mieszkającego do trzydziestu lat na Kryme - Romana Kravchenki.  Pomysł wspólnego projektu, fotograficznej podróży, szlakiem Adama Mickiewicza zrodził się w 2012 roku w Chełmie, a zrealizowany został rok później, gdy Karczmarski gościł w Bakczysaraju u swojego ukraińskiego kolegi. Obaj fotograficy wyruszyli w podróż zainspirowani najwybitniejszym dziełem polskiej liryki - „Sonetami krymskimi”, a dokładniej mówiąc, pięcioma utworami z tego niezwykłego cyklu.
            Ta niecodzienna wyprawa miała służyć odnalezieniu miejsc, motywów i wzruszeń, które okazały się ważne dla przyszłego romantycznego wieszcza. Szlakiem mistrza Adama podróżowało już wielu. Do ich grona należał choćby badacz literatury, Wacław Kubacki, autor książki                „Z Mickiewiczem na Krymie”. Wśród wielu jego ciekawych opowieści na szczególną uwagę zasługuje  relacja z poszukiwań owego burzanu, którego połacie porastały wielkie przestrzenie. Nikt z miejscowych nie potrafił pokazać tej tajemniczej rośliny poza najstarszą kołchoźnicą wywiezioną przez Kubackiego wojskowym samochodem w step. Wyprawy na Wschód organizowano po to, by na własnej skórze odczuć egzotykę orientu. Dla romantyków podróż bywała także celem samym w sobie. Podróżowanie w sensie przestrzennym było tylko pretekstem do podróży w głąb siebie. Miało także walor metafizyczny. Przekonanie o jedności wszechrzeczy prowadziło twórców tamtej epoki do wiary w to, że poznanie natury pozwala poznać nie tylko samego siebie, ale także samego Stwórcę.
            Sonet jest najbardziej wyrafinowanym gatunkiem lirycznym. Istnieje w dwóch odmianach: włoskiej i francuskiej. Składa się z dwóch strof opisowych i dwóch strof refleksyjnych. To oczywiście tylko niektóre cechy tej formy poetyckiej. Od czasów Petrarki sięgali po nią tylko najwybitniejsi poeci. Pierwszorzędni twórcy trzeciorzędni przezornie  i rozsądnie wybierali formy łatwiejsze, lepiej kamuflujące niedostatek talentu.
            Z tomem „Sonetów krymskich” dwaj zaprzyjaźnieni artyści ruszyli więc w podróż do Bakczysaraju, Roman uzbrojony w cyfrowa lustrzankę, Ryszard w ulubioną przez siebie drewnianą kamerę otworkową. Dwugłos na temat sonetów od samego początku podlegał silnemu zróżnicowaniu. Wybór  narzędzia bywa bowiem dla artysty prawie wyborem światopoglądowym. Czarno-białe fotografie wykonane lustrzanką dają efekt bardzo realistyczny. Obrazy na całej powierzchni wypełnione są masą precyzyjnie oddanych szczegółów, epatują widza natłokiem informacji. Camera obscura, czyli drewniana skrzynka z maleńkim otworem zamiast obiektywu, skutecznie redukuje ilość informacji, szczegóły są rozmyte, toną w barwnej poświacie. Spojrzenie jednego fotografika jest bardziej realistyczne, drugiego – pełne emocji, niekontrolowanych wzruszeń. I taki był zamysł wystawy. Pokazać Bakczysaraj i jego okolice z dwóch różnych perspektyw, bez tłumienia indywidualnych punktów widzenia. Słuszność wyboru koncepcji wystawy potwierdzają same sonety. Oto bowiem w utworze Widok gór ze stepów Kozłowa” mamy do czynienia z dwoma bohaterami lirycznymi. Pielgrzym to przybysz z dalekiego kraju,  Mirza  to krymski szlachcic. Jeden, przepełniony zachwytem, mnoży metafory opisując to, co widzi po raz pierwszy w życiu. Drugi, wychowany na Krymie, nazywa po imieniu to, co zna od dzieciństwa. Pielgrzym pyta. Mirza objaśnia. Jeden patrzy sercem, drugi zachowuje racjonalny dystans.             W kulminacyjnym momencie Pielgrzym, który jest genialnym poetą i potrafił do tej pory nazwać wszystko wypowiada tylko jedną samogłoskę: a! Staje się ona wyrazem bezsilności wobec piękna Krymu.
            Historia „spuszczona z łańcucha” dopisała do wystawy nowy kontekst. Roman Kravchenko, opowiadając o swoich zdjęciach, ze ściśniętym gardłem mówi:
-        To było zrobione z mojej działki, za plecami stał mój dom...
Jak niegdyś polski poeta na Krymie, tak on dzisiaj w Polsce jest politycznym wygnańcem. Na Krymie zostawił cały dorobek swojego życia, prawie wszystko, co było dla niego ważne. Do Polski przywiózł tylko walizkę ze sprzętem, który pozwala mu robić z pasją unikalne fotografie na szkle, ambrotypie.      
                                                                       Dariusz Kostecki   

prace: