przyjaciele galerii pomost

  • https://www.facebook.com/dwawilki
  • http://wip-studio.pl/
  • http://www.paweladamiec.pl/
  • http://kornet.art.pl/
  • www.piotrperczynski.art.pl

Szukaj na tym blogu

Ładuję...

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Igor Zaidel - fotografie

cykl: REKOMENDACJE : Katarzyna Rymarz



Igor Zaidel, ur. w 1965 r. w Moskwie, zamieszały w Berlinie. Swoje prace od lat pokazuje na całym świecie.

Self made selfie  - fotografie Igora Zaidl’a



Wystawa prezentuje cykl fotografii czarno-białych z lat 1997-1999. Autor przy użyciu odlewu swojej twarzy dezintegruje swoje ja. Ukazuje je w otoczeniu symbolicznych przedmiotów, prowadząc ironiczny dialog z twórczością m.in. Jürgena Klauke. Prowokuje, pyta, polaryzuje i scala, a wszystko to w kontekście wszechobecnego w naszych czasach nadętego selfie.



Katarzyna Rymarz: Igor, w Twoich fotografiach pojawia się maska zdjęta na podstawie Twojej twarzy, co symbolizuje?

Igor Zaidel: To nie ja. To tylko maska – destrukcja sztucznej osobowości. Jest to również gra z obiektem antropomorficznym. No i naturalnie odrobina prowokacji.
To jedynie fragment z gipsu. Poczucie okropności kształtuje się w głowie odbiorcy, podczas gdy mnie nic nie jest. Na tym bazuje cała idea. Z kolei poszczególne symbole, to np. żelazko jako symbol tego, co w każdym z nas płonie. Buty jako symbol upokorzenia.

K.R: A co z pewnymi surrealistycznymi asocjacjami?
I.Z.: Tak, oczywiście. To hołd złożony fotografii lat 20, a także Jürgenowi Klauke. Jest to rodzaj dialogu z nim w nieco ironicznej formie. On jest także ironiczny w swoich pracach. Klauke był przyjacielem mojego profesora, któremu tym samym również składam hołd. Holger Matthies, mój profesor wykonywał bardzo surrealistyczne lecz kiczowate prace. W związku z tym, to co robię można też interpretować jako pewnego rodzaju grę z ich spuścizną wizualną.

K.R.: Prezentowane fotografie są analogowe, kiedy je wykonałeś?
I.Z.: Te negatywy są stare, wykonane pomiędzy 1997 – 1999 rokiem.

K.R.: A jak uzasadnisz pokazywanie tych fotografii właśnie teraz, w obecnych czasach?
I.Z.: Wcześniej trudno było wykonać selfie. Najlepiej było iść do fotografa. Wszelkie ustawienia zaskakiwały i zadziwiały widza. Publika sądziła, że jesteś właśnie taki jak się pokazujesz na zdjęciach.
Ja użyłem maski jako symbolu teatralności. Dystansu. Teraz istnieją miliardy mistyfikowanych selfie.
Zalewa nas mnóstwo sztucznie nadymanych obrazów, które nic nie znaczą. W konsekwencji nasze twarze nic nie znaczą. Są tylko jak maski. Może w 1997 roku przewidziałem to. Sam nie wiem. Coś nieuchwytnego wisiało w powietrzu. Poczucie, że coś stanie się z naszą indywidualnością, że będzie jej mniej. Selfie to właśnie takie nadymanie obrazu, które powstało na skutek digitalizacji technologii robienia zdjęć.

K.R.: I na tym tle, wszechdominujących obrazów cyfrowych, komórkowych zdjęć i zalewowi zdjęć w Internecie, jak Ty się czujesz jako Artysta? Jakie jest Twoje miejsce?
I.Z.: Przeważnie czuję się jak woźnica usadzony za kierownicą samochodu. Myślę jednak, że to normalne. Zasady kompozycji czy ustawiania świateł nie zostały odwołane. Po prostu świat zapełnił się ogromną ilością wizualnych śmieci. Koty, gołe ciała, bóg wie co. Mam wielką nadzieję, że z czasem ilość tych śmieci się zmniejszy, bo to jest tak jakby trzeba było jeść fast food każdego dnia.
To niekorzystne dla psychiki.


prace