przyjaciele galerii pomost

  • https://www.facebook.com/dwawilki
  • http://wip-studio.pl/
  • http://www.paweladamiec.pl/
  • http://kornet.art.pl/
  • www.piotrperczynski.art.pl

Szukaj na tym blogu

środa, 24 lutego 2016

Galeria Pomost 

zaprasza na wernisaż i slideshow

Lucjan Demidowski   /rekomendacja: Marcin Sudziński/

ISLANDIA 

26.02.2016    /piątek/    godz.  18.00

rekomendacja:
„Uczucie obcowania z fotografią staje się podobne do dotknięcia czegoś tajemniczego, co było kiedyś żywą pulsującą materią, a dziś jest tylko kartką papieru! Może czujemy podobne napięcie dotykając kawałka wulkanicznej lawy, która, wyrzucona z głębi ziemi, była świadkiem narodzin naszego świata!”
                                Jerzy Lewczyński Archeologia fotografii

Wyobrażam sobie człowieka kroczącego z aparatem na statywie po surowym, wulkanicznym lądzie. Widzę go niosącego lustro, patrzącego na polodowcowe bruzdy. Słyszę wiatr igrający z jego ciałem na stromym stoku. Ziemia, woda, powietrze i zastygła lawa zrodzona z najgorętszego ognia planety. Człowiek ustawia lustro w polu kadru zaburzając krajobraz jego własnym odbiciem. Ziemia przygląda się samej sobie. Właśnie tu, gdzie zachowała swój pierwotny charakter.

Idea pojawia się jako czysta forma, nie dotknięta żadnym działaniem, poza materią. Zawieszona pomiędzy bytem a niebytem jest fazą oczekiwania. Jest ziarnem nie wiadomo przez kogo rzuconym w glebę. Jest punktem odniesienia, początkiem drogi, której przebieg nie jest wiadomy. Dlaczego powstaje? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Widzimy ją wewnętrznym okiem ale widzenie to nie jest jasne. Przypomina sen i utopię. Czy ją podejmiemy i spróbujemy przenieść do świata materii? Czy przestanie nam wystarczać jej ulotna obecność i zapragniemy nadać jej powłokę? Z nogami na ziemi i głową skierowaną w niebo mediujemy pomiędzy światami. Taka jest nasza natura.

Zanim powstanie fotografia, powstaje podróż po obrazy. Bywa że daleka. Po co tam jechać? Nie ma jednej odpowiedzi. Po prostu wkraczamy na tą nieznaną drogę. Przemierzanie jej okazuje się niezwykłe. Już sama fotografia, ten pozornie płaski obiekt, w którym zatapiamy spojrzenie okazuje się być podróżą. Wektory czasu zmierzają tu nie tylko w kierunku przeszłości. Biegną zarówno ku teraźniejszości jak i przyszłości. Transmisja w czasie stanowi zasadniczy motyw różnych  fotograficznych odkryć – powiada Lewczyński. Przez zdjęcie usnute z delikatnej materii światła jak przez dziurkę od klucza patrzymy w otchłań czasu i jest to spojrzenie odwzajemnione.

Tam gdzie docierał współczesny człowiek docierała również fotografia. Stała się przedłużeniem jego zmysłów, zmaterializowaną formą pamięci, świadkiem jego głębokich przeżyć. Po stu latach wydobyta z bryły arktycznych lodów pokazywała człowieka w samotności zabójczego krajobrazu pływających białych gór. W pełnych barwach niosła przekaz z księżyca pokazując ziemię zawieszoną w kosmicznej przestrzeni, dając tym samym wyraz czemuś, czego nie sposób wyrazić nagle, stawiając zdanie tak, jak stawia się fotografię. Ujawniała oceaniczną głębinę niekiedy bardziej tajemniczą niż otaczający kosmos. Pokazywała stworzenia, których istnienia człowiek nawet nie podejrzewał. Była świadkiem miłości i nienawiści, narodzin i śmierci, milcząco pokazywała to czego człowiek nie potrafił dostrzec. Stała się zwierciadłem rzeczywistości.

Podróż do Islandii nie była podróżą po fotografie. Fotograf nie pojechał tam po zdjęcia. Pojechał spełnić marzenie. Zostawić ślad stopy na nieznanym globie obok śladów stóp swoich dzieci. Jednak nie byłby sobą gdyby nie wyruszył tam w towarzystwie fotografii. Te zdjęcia to nie proste widoki. To obrazy wyrzucone gdzieś ze środka jak fragmenty płynnej skały wyrzucone z serca wulkanicznej góry. Są jak stygnąca lawa, która nigdy nie utraci swojej pierwotnej energii.

Pamiątką z wyprawy do Islandii, którą zaraz po powrocie otrzymałem od Lucjana Demidowskiego  był wulkaniczny kamień wielkości włoskiego orzecha.

Marcin Sudziński, Stygnąca lawa, styczeń 2016




Dlaczego Islandia? 
        Pewnie dlatego, że jej wcześniej nie widziałem. Lecz przecież nie widziałem także większości miejsc na ziemi i zapewne nie dane mi będzie ich oglądać.Lecz Islandię zobaczyłem. Taką, jaką widzieć chciałem i taką, jakiej oczekiwałem. Surową, niemal monochromatyczną w barwie, miejscami nieskażoną cywilizacją. Z otwartymi przestrzeniami i stożkami wygasłych przed tysiącami lat wulkanów. Z nicującymi na wylot wiatrami, śnieżną zadymką i ostrym światłem pozwalającym na fotografowanie niemal do północy.                 
        Czy fotograf może uznać to wszystko za wystarczający powód do jej odwiedzin? Czy może istotniejsza jest świadomość przebywania w miejscu, którego kiedyś nie było, a które powstało jako dowód istnienia niewyobrażalnej energii? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam, gdyż powody mogą być także różne.

                                                                               Lucjan Demidowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz